Wywiad z Michałem Baranowskim Komendantem Harcerzy na Zlocie

Wywiad z Michałem Baranowskim
Komendantem Harcerzy na Zlocie

Jeden fakt codzienny i jeden niecodzienny.
W harcerstwie na co dzień jestem hufcowym Gdyńskiego Hufca „Pasieka” – to raczej jest znany fakt. Nieznany fakt jest taki, że jem więcej miodu z chlebem niż chleba z miodem. To jest ciekawy fakt i to jest absolutnie prawda! Ludzie raczej tego nie wiedzą.

Jak to się stało, że zostałeś komendantem gniazda harcerzy na Zlocie?
Pewnego dnia przychodzi do mnie Szowi i mówi: „Zula, a może byś tak zlot zrobił?” (chwila ciszy). Nie no, tak naprawdę tak nie było (śmiech). Generalnie tak; zgłosiłem się do Szowiego, żeby ułożyć próbę harcmistrzowską i Szowi zaproponował mi szereg zadań, ale to ja chciałem duże zadanie organizacyjne, Szowi rzucił mi szereg pomysłów i szczerze spodobał mi się pomysł zorganizowania zlotu. Zawsze lubiłem zloty, lubię cały czas, ale jako uczestnika zawsze jarały mnie zloty i jak usłyszałem, że mogę zorganizować własny zlot, to stwierdziłem, że to jest super rzecz, więc chciałem od tamtego momentu coś takiego zorganizować. No i potem dookreśliło się to do tego, że mam „mieć” gniazdo harcerzy i robić program zlotu.

Czy kiedykolwiek, jako mały harcerz, wyobrażałeś sobie siebie jako komendanta zlotu?
Nie. Kiedyś sobie myślałem, że może będę hufcowym i to było najdalej, jak sięgałem myślami. Jako mały harcerz nie wiedziałem w ogóle, co to są zloty, bo ja w takiej drużynie byłem, Czternastej (…).

Jaka jest najlepsza rzecz, jaka wydarzyła się dotychczas na Zlocie? Co Ci się podobało najbardziej?
Kurcze, na to się nie przygotowałem. Myślę że bardzo duże wsparcie ludzi, którym zleciłem zadania. Mój wspaniały oboźny jest niezwykłą pomocą dla mnie, bardzo mnie odciążył z obowiązków prowadzenia gniazda. Również współpraca z najbliższymi współpracownikami, że myślą o takich rzeczach, o których ja ciągle zapominam. Kiedy ja już zaczynam panikować, że coś nie jest zrobione, to okazuje się, że oni już o tym pomyśleli. I to jest taka największa radość. Również największą radością było dla mnie to, kiedy dotarło do mnie, jakąś godzinę temu, że w sumie największą część mojej pracy już wykonałem. I mogę teraz się cieszyć!

Rozmawiała Karolina Potrzebska 

%d bloggers like this: